Rozmowa autora tych
„Rozmowa autora tych wspomnień i reminiscencji oraz starannie powiązanych notatek (których tyle, tyle stron się uzbierało), z nieznajomym w panamie trwała nie tylko do zmroku i wieczoru, lecz przedłużyła się do drugiej nad ranem.
Na stoliku, przy którym ów mężczyzna na wpół leżał, stało — jak to już było powiedziane — kilka butelek. Była to przeważnie niewinna żółta lemoniada. Ale stała tam także butelka koniaku, niestety, prawie do dna wypróżniona. Jak się potem okazało, po drugiej stronie stolika kryło się za obrusem wiaderko z lodem, do którego nieznajomy od czasu do czasu sięgał, by wyjąć nowy zapas chłodzącej lemoniady. Nalewał ją do wysokiej szklanki, mniej więcej do jej połowy, a potem resztę wypełniał koniakiem. Tę skrzącą się i pryskającą mieszaninę pił duszkiem. Musiał, musiał już być nietrzeźwy.
Jednakże nie było tego widać ani w jego ruchach, ani w sposobie wyrażania się. Gesty miał, owszem, zbyt porywcze, lotne, było w jego rękach coś ze skrzydeł ptaka. Ale zarazem trafiał nimi — jeżeli można tak powiedzieć — celnie, nieomylnie i bez pijackiej chwiejności. Autorowi tedy przyszło do głowy, że może jego współrozmówca jest przepity. Gdy się jest bowiem przepitym, czyli gdy nadużywa się alkoholu przez kilka dni z rzędu — gestom ludzkim wraca ich poprawność. Stają się, co prawda, trochę kanciaste, nieraz może nawet zankilozowane, ale na ogół nie plączą się — ręce nie wypuszczają, nie gubią przedmiotów, a nogi nie zataczają esów. Później i to się potwierdziło, autor miał rację — mężczyzna w panamie był w istocie przepity. Alkohol przestał już nań działać podniecająco — trzymał go tylko w niejakim psychicznym balansie.“(3)
<<<< Odcięto mu jedynie przednią
| - No jeśli takie masz >>>>